Moja Historia

Rok 1987.  Siódma klasa szkoły podstawowej, jesień, wycieczka w góry. Pożyczam od dziadka „SMENĘ 8M” – tani 35 mm aparat, będę fotografował pierwszy raz w życiu. Nie mam zielonego pojęcia jak to robić. Sam wywołuję zdjęcia u kuzyna w ciemni, pierwszy raz mam kontakt w powiększalnikiem. Zdjęcia są okropne.

Rok 2004 Londyn, zima, kupuję pierwszy własny aparat „CANON” 35 mm – kolega z pracy mi doradził. Do tego czeski powiększalnik. Mój malutki londyński pokoik zamienia się na weekendy w ciemnię. Ilość wchłoniętego przez dwie doby wywoływacza, przerywacza i utrwalaczy wystarcza mi na przetrwanie 5 dni pracy w korporacji. Każdego dnia pakuję plecak pełen rolek z 35 mm filmem ILFORDA i aparat. Po pracy fotografuję Londyn. Zauważam znaczną poprawę, od kiedy zrobiłem pierwsze zdjęcie „SMENĄ 8M”.

Rok 2005, jesień, po zapieraniu się, że nigdy nie kupię aparatu cyfrowego, nabywam pierwszą w życiu cyfrówkę marki „CANON”. To piękne narzędzie pozwala mi rozwinąć skrzydła. Nowa technologia umożliwia mi bardzo szybkie uczenie się i przestaję się bać, że zmarnuję kolejną rolkę filmu. Natychmiastowy efekt pozwala mi na szybką korektę.

Wiosną 2006 roku poznaję angielskiego weterana fotografii z zagraconym studiem i „zabytkowym” sprzętem w centrum Londynu, dużo się od niego uczę. Po raz pierwszy mam przyjemność fotografować średnim formatem 120 mm na Hasselblad-zie 500C/M. Czuję się tak, jakbym na nowo odkrywał fotografię. Nie wiem, czy to aparat, jego waga i solidność budowy, czy  wiktoriańskie wnętrze studia, a może to wszystko sprawia, że czuję się jak małe dziecko, które właśnie dostało najlepszą zabawkę na świecie. Motywuje mnie to do nowych poszukiwań. Eksperymentuję z nowymi obiektywami. Mieszam różne techniki, używam zeskanowanych z różnym ziarnem 35 mm filmów z cyfrowymi zdjęciami przy procesie obrabiania.

Rok 2006, lato, kupuję kolejny cyfrowy aparat, obiektywy i coraz więcej akcesoriów. Sam jeszcze nie wiem, do czego mi się przydadzą, ale je mam. Przychodzą zlecenia. Na początku od znajomych: śluby, eventy, duże imprezy urodzinowe, sesje portretowe. Uwielbiam fotografować ludzi, szczególnie z zaskoczenia i wtedy, kiedy czują się komfortowo i bezpiecznie w moim otoczeniu. Fascynują mnie emocje. Odkrywam, że fotografia ma wpływ terapeutyczny  i pomaga przenieść mi się w inny wymiar. Osobom fotografowanym często pomaga w wyjściu po za strefę komfortu.

Pomimo dobrej passy w 2014 roku tracę zapał do robienia zdjęć. Pozbywam się sprzętu. Jednak fotografia cały czas mi towarzyszy, robię zdjęcia smartfonem. Na początku 2017 roku dochodzą do mnie głosy od znajomych obserwującym mnie i moje zdjęcia od lat na różnych portalach; czemu nie chcę wrócić do fotografowania. Mam na to milion wymówek, ale żadna nie jest wiarygodna. Przed pasją i czymś, co się kocha, nie da się uciec.

Znów jestem, na nowo narodzony fotograf. Mam tylko jedno życie i chcę je przeżyć robiąc to, co kocham.

Oto moja historia…

 

Paweł Dobrowolski

 

 


Looking for Something?