View From Eiffel TowerSt Pancras International – Londyn, wczesny majowy poranek roku 2006, czekam na pierwszą podróż z Eurostarem. TGV właśnie podstawiono na peron. Szukam miejsca – jestem bardzo podekscytowany. Podróż przebiega płynnie. Staję na środku wagonu, żeby poczuć prędkość, z jaką pędzi pociąg. Zbliżam się do tunelu pod kanałem La Manche, 50 km i 35 minut później jestem we Francji. Przyjeżdżam na stację Paryż – Gare Du Nord. Miasto urzeka mnie od pierwszej chwili, gdy stawiam stopę na ziemi, nawet pomimo okropnego zapachu wydostającego się ze stacji metra. Zapach przypomina mi powieść „Pachnidło” autorstwa Patricka Süskinda i film “Pachnidło: Historia mordercy” w reżyserii Toma Tykwera. Ten smród nie zniechęci mnie jednak do zwiedzania i cieszenia się tym pięknym miastem. Krótki przystanek w hotelu, zostawiam bagaże i jestem już w drodze na Wieżę Eiffla z całym sprzętem fotograficznym.Eiffel TowerNie mogę uwierzyć, że o 6:00 rano byłem jeszcze w Londynie, a teraz stoję na szczycie Wieży Eiffla, ciesząc się panoramą Paryża, a jest dopiero po 10:00-tej. Pogoda jest idealna; krajobraz tej wspaniałej metropolii zapiera dech w piersiach. Jeszcze kilka kliknięć aparatem, a potem ostatnie zdjęcie przed Wieżą (w tym czasie nikt sobie nie robił jeszcze selfie, więc poprosiłem pobliskich turystów, żeby zrobili mi zdjęcie).

Kolejny przystanek to Łuk Triumfalny i spacer po słynnych Polach Elizejskich. Czas na paryskie espresso w Le Fouquet’s z typowym kelnerem w białej koszulce z niebieskimi pasami, podającym mi pyszną kawę z francuskim croissantem. Brakuje tylko piosenki Joego Dassina „Champs Elysées. Czy może być bardziej ckliwie? Żartuję, świetnie się bawię.
Następny cel: Katedra Notre-Dame. Chodzę wszędzie na piechotę, kocham to robić. Gdy zwiedzam nowe miasto, na własnych nogach, pozwala mi to poczuć i przeżyć każdy zakątek i ulicę, którą przechodzę. Lubię zagubić się w nowym mieście, poddać się mu, aby mnie kontrolowało i prowadziło do miejsc, które mam zobaczyć.  Sprawdzam, czy uda mi się wejść na dach katedry i czy będę mógł poudawać, że jestem niczym Quasimodo z filmu “Dzwonnik z Notre Dame”. Bez szans, kolejka jest za długa. Decyduję się na wejście tylko do środka katedry. Architektura mnie powala. Mój aparat bez przerwy robi zdjęcia. Miejsce jest tak oblegane, że nie ma czasu na zatrzymanie się i skomponowanie lepszego kadru. Tak się cieszę, że zabrałem ze sobą obiektyw do zdjęć w słabym oświetleniu. Opuszczam katedrę.
Następny przystanek – cmentarz Père-Lachaise. Czas, aby przywitać się z Fryderykiem Chopinem, Edith Piaf i Jimem Morrisonem. To długi dzień, a ja wciąż na nogach, jestem wykończony. Wracam do hotelu. Tylko jeden przystanek po drodze, aby podładować energię. Siadam w jednym z miejsc, gdzie mogę dostać pyszne Moules-Frites i kufel piwa. Zamówienie złożone. Schłodzone piwo już płynie po moim gardle. Gdy czekam na posiłek, sprawdzam swoje zdjęcia na małym ekranie aparatu – jak do tej pory wszystko wygląda dobrze. Mój kelner przechodzi obok z porcją Moules-Fritesa, ale nie są one dla mnie, podczas gdy niesie je do klienta, podbiera z niej frytki. Przypuszczam, że jest duży ruch w restauracji i nie ma czasu na przerwę. To dość zabawne i takie francuskie. Moje wiaderko z mulami i olbrzymią porcją frytek właśnie wylądowało przede mną. Jestem w niebie!
Z powrotem do hotelu, szybki prysznic. Padam na łóżko, żeby się tylko trochę zdrzemnąć, zanim wyjdę, aby sfotografować podświetloną Wieżę Eiffla w nocy. Wstaję, jest 8:00 następnego ranka. Cóż, chyba przegapiłem stalowego podświetlonego olbrzyma. Mam jeszcze dwie noce, na pewno mi się uda. Szybkie śniadanie w hotelu: kawa, croissant i świeży sok pomarańczowy i jestem w drodze na Montmartre. Wspinam się na wzgórze, aby zobaczyć Bazylikę Sacré-Cœur. Zadanie wykonane – miejsce uwiecznione na zdjęciach. Teraz potrzebuję drugiej kawy. Montmartre oczarował mnie romantycznymi i przytulnymi uliczkami artystycznego ducha. Zakochuję się w małym rynku.
Czas skosztować słynnego francuskiego sera. Znajduję mały sklepik. Jego wygląd i zapach zaczynają napawać mnie głodem. Sery pięknie się prezentują na półkach. Niektóre z nich są już zapakowane i gotowe do zabrania, a niektóre krzyczą: „zjedz mnie, zjedz mnie!”. Dotykam jednego z zawiniętych serów, aby sprawdzić, czy jest to jeden z miękkich czy twardych… I rozlega się francuski głos krzyczący na mnie: “nie dotykaj, nie dotykaj…” Próbuję mu wytłumaczyć, dlaczego dotykam sera, ale on krzyczy jeszcze głośniej… To nie wygląda dobrze, ludzie w sklepie są zaniepokojeni… Chwytam ten “nietykalny” ser, z hukiem uderzam o ladę i mówię, że kupię ten cholerny ser. To było najdroższe jedzenie, jakie kiedykolwiek kupiłem! Poszedłem do parku i kupiłem francuską bagietkę. Siadam na środku pięknej zielonej trawy i próbuję tego “nietykalnego” sera i… był to najlepszy ser, jaki kiedykolwiek jadłem, od razu zapomniałem, ile kosztował.Najedzony, przechodzę do dalszego podboju Paryża. Następny przystanek: Plac Pigalle i Moulin Rouge. Przyznaję, że moje oczekiwania były zbyt duże. Moulin Rouge nie przypomina miejsca jak z hollywoodzkich filmów. Czyżby Hollywood kłamało….? Myślę, że to miejsce wygląda o wiele ciekawiej w nocy. Idąc dalej, dotarłem do Luwru, aby osobiście spotkać się z Mona Lisą. Ku mojemu zaskoczeniu, nie byłem tam sam. Tysiące ludzi ignorują znak “zakaz robienia zdjęć” i wszyscy usiłują zrobić ukochany portret z Mona Lisą, która wciąż po tylu latach się uśmiecha. Mnie też udaje się zrobić zdjęcie. Zauważyłem na ścianie po przeciwnej stronie Mona Lisy olbrzymi i samotny: (677cm x 944cm) olej na płótnie Wesele w Kanie – Paolo Veronese. Fascynujące jest to, że nikt nie jest nim zainteresowany.Jest jeszcze tylko jeden przystanek, który chcę zrobić – La Defense jest wypełniony urbanistyczną architekturą z dużą ilością drapaczy chmur i jednym z imponujących Grande Arche. Moja wycieczka prawie dobiegła końca… po odwiedzeniu wszystkich atrakcji turystycznych mam czas na relaks i błądzenie po małych uliczkach, delektowanie się lokalną kuchnią, spacer nad Sekwaną. Wykorzystuję ten czas na uliczną fotografię i czekam na noc, bo po zmroku chcę uchwycić podświetloną Wieżę Eiffla. Wreszcie nadchodzi oczekiwana chwila, robię zdjęcia jak wariat. Mam to, co chciałem uchwycić. Czas wrócić do domu.Londyn, dzień po. Nie mogę się już doczekać, kiedy wszystkie zdjęcia załadują się na laptopie i będę mógł je oglądać na dużym ekranie. Jednak to, co widzę, mija się z moimi oczekiwaniami, jestem bardzo rozczarowany. Odpuszczam obróbkę zdjęć, przynajmniej na teraz. Muszę wymyślić, jak je uratować, aby cały wysiłek nie poszedł na marne. W końcu zdecydowałem, że zrobię temat “Paryż Vintage”. To są zdjęcia, które możesz zobaczyć w galerii, w mojej paryskiej książce i w sklepie. Poniżej załączam zdjęcia przed obróbką.

PRZED OBRÓBKĄ

P.S.

Daj mi znać, co myślisz o blogu i fotografiach, ponieważ dopiero zaczynam pisać blog. Twoje konstruktywne opinie będą bardzo mile widziane.

Jeśli znasz kogoś, kto chciałby ten artykuł przeczytać, podziel się. Dziękuję Ci bardzo.

Paweł Dobrowolski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


Looking for Something?